Zarobki Czesława Michniewicza od lat budzą ogromne zainteresowanie, bo pokazują, jak różne potrafią być realia piłkarskiego rynku. Jako trener w Ekstraklasie inkasował wysokie kwoty, ale dopiero kontrakty zagraniczne wyniosły jego pensje na poziom milionów dolarów. W grę wchodziły też premie za sukcesy, świadczenia pozapłacowe i dodatkowe dochody. Całość tworzy obraz finansów, które znacząco wyróżniają go w świecie polskich szkoleniowców.
Ile obecnie zarabia Czesław Michniewicz?
Na dziś brak potwierdzonego kontraktu oznacza, że nie ma regularnych wpływów z żadnego klubu ani federacji. Ostatnio prowadził reprezentację, gdzie zarabiał około 200 tysięcy złotych miesięcznie, co dawało rocznie ponad 2,2 miliona brutto. Potem przeszedł do Abha FC w Arabii – tam wraz ze sztabem miał do wzięcia około 1,5 miliona dolarów za sezon, co stanowi absolutny rekord wśród polskich trenerów. Po tym epizodzie w Maroku (AS FAR), gdzie szczegóły finansowe nie były ujawnione, obecny stan to głównie spekulacje i rozmowy, ale bez potwierdzenia nowej umowy.
Ten brak umowy nie oznacza, że Michniewicz nie ma możliwości zarabiania – są to choćby płatne analizy, prelekcje czy krótkoterminowe projekty. Jednak dopóki nowy kontrakt nie zostanie podpisany, jego pensja pozostaje zawieszona, a realne zarobki można tylko szacować na podstawie ostatnich znanych etapów kariery.
Jak zmieniały się jego zarobki przez lata?
Na początku kariery w Ekstraklasie obowiązywały znacznie niższe stawki niż dziś, a wynagrodzenia zależały głównie od budżetu klubu i pozycji trenera na rynku. Z czasem, wraz z sukcesami i marką, rosła siła negocjacyjna szkoleniowca — kulminacją był kontrakt selekcjonera (ok. 200 tys. zł/mies.) oraz zagraniczne oferty. W Legii Warszawa (2020–2021) media nieoficjalnie wskazywały widełki rzędu ~150 tys. zł miesięcznie, co w polskich realiach klubowych plasowało go w ścisłej czołówce. Przeskok finansowy przyniósł 2023 rok, gdy podpisał umowę w Arabii Saudyjskiej, gdzie pakiety dla sztabów są wielokrotnie wyższe niż w Polsce.
Dla czytelności, finanse w karierze trenera można ująć tak:
• Ekstraklasa (różne kluby, różne lata) od kilkudziesięciu tysięcy zł miesięcznie do stawek „topowych” w lidze,
• Legia Warszawa: ~150 tys. zł/mies. (nieoficjalnie) — poziom premium w polskiej piłce klubowej,
• Reprezentacja Polski 2022: ~200 tys. zł/mies. plus niejawne premie wynikowe,
• Abha FC 2023: ok. 1,5 mln USD/sezon (łącznie dla trenera i sztabu), co ustawiało go wśród najlepiej wynagradzanych polskich szkoleniowców w historii.
Po krótkim epizodzie w Maroku powrócił na rynek, gdzie potencjalna nowa pensja będzie zależeć od kierunku — w Polsce to zwykle dziesiątki tysięcy zł miesięcznie, a poza Europą kwoty potrafią być kilkukrotnie wyższe.
Ile zarabiał Michniewicz jako selekcjoner w 2022 roku?
W momencie objęcia kadry ustalono stałą stawkę rzędu około 200 tys. zł brutto miesięcznie. Przy nieco poniżej roku pracy daje to ~2,2–2,3 mln zł brutto samej pensji podstawowej. Do tego w kontraktach selekcjonerów przewiduje się premie wynikowe — za awans na turniej, realizację celów meczowych czy wyjście z grupy — choć bez oficjalnych tabel i publicznie potwierdzonych kwot. Związek nie publikuje szczegółowych zapisów, a doniesienia prasowe skupiają się zwykle na samej stawce miesięcznej.
Ważne jest też to, że na wysokość realnego wynagrodzenia wpływają elementy „okołokontraktowe”. W standardzie są diety, zwroty kosztów i budżety na sztab, a także umowy o prawa wizerunkowe czy ograniczenia komercyjne. Struktura płatności bywa rozłożona na pensję podstawową + premie roczne oraz ewentualne zapisy o odprawach. W przypadku 2022 roku największą, medialnie opisywaną zmienną były premie za MŚ — formalnie nieujawnione w tabeli, ale funkcjonujące jako istotny składnik motywacyjny.
Kontrakty Michniewicza w Arabii i Maroku
Rynek arabski od kilku lat przebudowuje hierarchię płac w futbolu, a kontrakty dla szkoleniowców potrafią być wielokrotnie wyższe niż w Polsce. Właśnie tam Czesław Michniewicz podpisał umowę w Arabii Saudyjskiej, gdzie całościowe pakiety dla trenera i sztabu sięgają kwot nieosiągalnych w Ekstraklasie. Następnie był krótki epizod w marokańskim AS FAR Rabat, który potwierdził, że także w Afryce Północnej działają kluby z ambicją i budżetem pozwalającym ściągać uznane nazwiska. Główna różnica dotyczy konstrukcji kontraktów – poza pensją stałą rośnie rola premii, świadczeń rzeczowych i klauzul bezpieczeństwa.
Z perspektywy trenera te kierunki mają jeszcze jedną zaletę: tempo negocjacji. Kluby na Bliskim Wschodzie potrafią finalizować sprawy w kilka dni, co w praktyce skraca dystans między ofertą a podpisem. Z drugiej strony trzeba liczyć się z lokalną specyfiką: silnym naciskiem na szybki wynik, mniejszą cierpliwością do projektów długofalowych i czasem niejednoznacznymi standardami rozliczeń. Dlatego przy takich umowach rośnie znaczenie zapisu o terminowości płatności, walucie rozliczeń oraz sposobie rozwiązywania sporów, bo te elementy realnie decydują o wartości kontraktu „tu i teraz”.
Premie za cele sportowe, które potrafią zmienić bilans
Wynagrodzenie trenera coraz częściej składa się z kilku warstw, a premie potrafią mocno „podkręcić” roczny bilans. W reprezentacji dodatki wynikowe są powiązane z awansem na turniej i osiągniętym wynikiem, a do puli dochodzą premie federacyjne oparte na wpływach z FIFA czy UEFA. Głośne dyskusje wokół mundialu w Katarze pokazały, że mechanizmy premiowe bywają wrażliwe wizerunkowo i wymagają czytelnej komunikacji. W praktyce najlepiej sprawdzają się proste progi: awans, wyjście z grupy, kolejne rundy.
W klubach logika jest podobna, ale cele szyje się na miarę: utrzymanie, TOP 3, tytuł, puchary, a także premie „techniczne” za serię zwycięstw czy liczbę punktów. Dla trenera to ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, dobrze ustawione premie potrafią być warte tyle co kilka miesięcy pensji. Po drugie, ułatwiają zarządzanie motywacją sztabu i szatni, bo wszyscy grają do tej samej bramki finansowej. W kontraktach zagranicznych premie bywają wypłacane w walutach twardych i z góry określonym kalendarzu, co dodatkowo zwiększa ich atrakcyjność.
Co poza pensją potrafi dorzucić kontrakt?
Pensja to nie wszystko. W umowach trenerskich coraz częściej pojawia się „pakiet życiowy”: mieszkanie zapewniane przez klub, samochód, bilety lotnicze kilka razy w roku i opieka przy relokacji rodziny. W krajach Zatoki to standard, który realnie podnosi wartość oferty, bo eliminuje koszty dnia codziennego. W niektórych przypadkach dochodzą ubezpieczenia premium, wsparcie edukacji dzieci czy dodatkowe dni na przeloty między zgrupowaniami. Z punktu widzenia negocjacji to elementy równie ważne, jak pensja podstawowa.
W Polsce skala jest mniejsza, ale podobna filozofia działa także w czołowych klubach: służbowe mieszkanie, auto i budżet na kompletowanie sztabu. Dobrą praktyką jest spisanie wszystkich świadczeń w aneksie – z terminami, odpowiedzialnością i zasadami korzystania. Taki porządek ogranicza ryzyko nieporozumień i pomaga w sytuacjach kryzysowych, np. przy zmianie władz klubu. Dla trenera to gwarancja, że oferta „na papierze” przełoży się na komfort funkcjonowania od pierwszego dnia pracy.
Jak Michniewicz wypada przy innych selekcjonerach Polski?
Patrząc na zarobki osób na podobnych stanowiskach, widać interesującą rozpiętość. Fernando Santos otrzymywał w Polsce nawet 700 tys. zł miesięcznie, co dawało rocznie aż 8,4 mln zł – absolutny rekord. Następnie były Paulo Sousa (ok. 300 tys.), Jerzy Brzęczek – ok. 160 tys., Adam Nawałka – ok. 120 tys. Tymczasem Czesław Michniewicz zarabiał jako selekcjoner ok. 200 tys. zł miesięcznie, czyli podobnie do Michała Probierza – u którego pensja także oscyluje wokół 200 tys. zł, co daje rocznie około 2,4 mln zł.
W skrócie można to zobrazować tak:
• Fernando Santos – ok. 700 tys. zł/mies.
• Paulo Sousa – ok. 300 tys. zł/mies.
• Michniewicz / Probierz – ok. 200 tys. zł/mies.
• Nawałka – ok. 120 tys. zł/mies.
To pokazuje, że choć Michniewicz nie osiągnął rekordowych w historii polskiej kadry stawek, znajdował się w czołówce — i to na podobnym poziomie jak jego najbliżsi następcy.
