Jak zrobić wentylację w starym domu? Praktyczny poradnik

StrumykDomBudownictwoJak zrobić wentylację w starym domu? Praktyczny poradnik

Nie trzeba burzyć ścian, by wpuścić do starego domu świeże powietrze. Kilka sprytnych trików – od przeglądu przewodów przez montaż nawiewników aż po rekuperację – pozwala przywrócić naturalny obieg i pożegnać zaparowane szyby. Podpowiedzi krok po kroku pomagają wybrać rozwiązanie na każdą kieszeń i metraż, a proste zasady konserwacji sprawią, że system posłuży przez lata.

Diagnoza stanu istniejącej wentylacji

Kiedy dom ma już swoje lata, pierwszy krok to porządny przegląd tego, co w ścianach i kominach już istnieje. W praktyce oznacza to zdjęcie kratek, zajrzenie latarką w przewody i sprawdzenie, czy ciąg „ciągnie” na tyle, by trzymać kartkę papieru przy kratce. Jeśli kartka opada albo powietrze wraca, przewód jest przytkany lub krótki. Warto też zerknąć na kondycję uszczelek w oknach – zbyt szczelne skrzydła potrafią udusić grawitację w minutę. Gdy efektem codziennego gotowania jest sauna na szybach, a w narożnikach pojawia się grzybek, znak, że czas wołać kominiarza i rozważyć pomiar CO₂.

Drugi etap to oględziny z zewnątrz. Stare kominy lubią pękać, a każde uszkodzenie to ryzyko cofki lub przecieku. Przy okazji można ocenić wysokość kanałów – im niższe nad kalenicą, tym słabszy ciąg. Dobrze jest też przejść się po poddaszu i sprawdzić, czy ktoś kiedyś nie zasypał przewodów przy docieplaniu. Lista sygnałów alarmowych – zaparowane lustra mimo uchylonych okien, brzydkie zapachy cofające się z kuchni do pokoi, wilgotne plamy w górnych narożach ścian.

Wentylacja grawitacyjna w starych domach

Naturalny ruch powietrza korzysta z różnicy temperatur i wysokości kanału. Im cieplej w środku i im wyżej sięgają przewody, tym lepiej powietrze ulatuje na zewnątrz. Stare domy zwykle mają solidne kominy, ale po dociepleniu i wstawieniu super-szczelnych okien fizyka zaczyna protestować. Brakuje dopływu, więc zamiast wylotu pojawia się wsteczny ciąg – zimą czuć chłód, a latem unosi się duchota.

Do prawidłowego działania grawitacji potrzeba kilku warunków:

  • minimum 3,5 m pionowego kanału od kratki do wylotu,
  • średnicy co najmniej 14–15 cm,
  • różnicy temperatur ≥ 8°C między wnętrzem a dworem.

Jeśli któryś parametr kuleje, wentylacja zdycha. Szczególnie zdradliwe bywa uszczelnienie elewacji styropianem bez dołożenia nawiewu. Powietrze wtedy szuka najkrótszej drogi – zwykle przez nieszczelności dachu lub kominka – i zabiera ze sobą ciepło w niekontrolowany sposób.

Proste usprawnienia czyli nawiewniki okienne i ścienne

Zanim wpadniesz w wir kosztownych modernizacji, warto dać szansę małym bohaterom – nawiewnikom. Modele ciśnieniowe otwierają się, gdy na dworze wieje lub w pomieszczeniu rośnie podciśnienie. Higrosterowane reagują na wilgoć – im więcej pary, tym szerzej otwierają klapkę. Montaż to zwykle jeden otwór frezowany w ramie i 30 minut pracy ekipy, koszt urządzenia waha się od 50 do 300 zł, a robocizna 150–200 zł za sztukę.

Plusy nawiewników:

  • gwarantują stały dopływ świeżego powietrza bez otwierania okien,
  • pomagają zbilansować grawitację, więc para znika z szyb,
  • w wersji akustycznej tłumią hałas ulicy.

Minusy? Przy największych mrozach potrafią wpuścić lodowaty strumień, dlatego w sypialniach warto je montować nad grzejnikiem albo wybrać modele z podgrzewaniem wstępnym. Montaż w ścianie sprawdza się tam, gdzie rama okienna jest za wąska lub kuchnia potrzebuje większego przepływu. Nawiewniki to mała ingerencja, ale często wystarczy, by stary dom zaczął oddychać pełną piersią.

Nasady kominowe i wentylatory wyciągowe

Kiedy grawitacja ledwo zipie, nasady kominowe potrafią dać jej drugi oddech. Ich zadanie jest proste – usprawnić ciąg i nie dopuścić do cofki. Najtańsze są nasady stałe, ale w starych domach lepiej sprawdzają się obrotowe albo hybrydowe – te drugie mają wbudowany silnik, więc kręcą się nawet przy bezwietrznej aurze. Dzięki temu para z łazienki nie szuka ujścia pod drzwiami, tylko elegancko wędruje na dach. A jeśli komin ma zbyt małą średnicę lub zdążył się nagromadzić w sadzy, z pomocą przychodzi wentylator wyciągowy. Montuje się go tuż przy wylocie kanału albo zamiast kratki w pomieszczeniu, a silnik na prąd zmienny lubi pobrać tyle energii co żarówka LED – więc rachunek nie boli.

Trzeba jednak pamiętać, że mechaniczne wspomaganie źle zestrojone z resztą instalacji może odwrócić przepływ w innych kanałach.

Zanim założysz nasadę czy wentylator, warto:

  • sprawdzić drożność przewodu (kominiarz z szczotką to inwestycja w spokój),
  • zmierzyć wysokość komina nad dachem, przy niskim warto dorzucić przedłużkę,
  • dobrać wydajność wentylatora do kubatury pomieszczeń, za duży zrobi huragan, za mały będzie tylko szumiał.

Jeśli w domu są piece na paliwo stałe, koniecznie trzeba oddzielić kanały spalinowe od wentylacyjnych – z mieszanki spalin i wilgoci nie wyjdzie nic dobrego.

Wentylacja mechaniczna wywiewna

Dla wielu remontujących wentylacja mechaniczna kojarzy się z rurami grubości boa dusiciela, ale wersja wywiewna to zupełnie inna bajka. W uproszczeniu – z centralnego wentylatora (często ukrytego na strychu) wyciąga się zużyte powietrze z kuchni, łazienek i garderób, a świeże wchodzi przez nawiewniki okienne. Dzięki temu cały dom działa jak jedna, wielka kratka – powietrze płynie od czystych pomieszczeń do brudnych i wylatuje na zewnątrz. Nie ma tu kanałów nawiewnych, więc rzeźby w stropach jest mniej, a koszt instalacji zamyka się zwykle w kilku tysiącach zamiast kilkunastu.

Taki układ świetnie dogaduje się ze starymi murami pod pewnymi warunkami:

  • centrala powinna mieć kilka biegów lub automatykę wilgotnościową, żeby nie wysuszać powietrza zimą,
  • nawiewniki muszą być zamontowane w każdym pokoju, inaczej zrobi się podciśnienie i będzie wiało przez zamki w drzwiach,
  • kanały wywiewne warto wykonać z elastycznych przewodów PCV, łatwo je przeciągnąć przez nieużywane kominy albo skryć w zabudowie GK.

Największa zaleta? Stały, kontrolowany przepływ powietrza bez konieczności rozkuwania połowy domu. A przy okazji można zamontować filtr w centrali i odczarować problem pyłków w okresie wiosenno-letnim.

Czy możliwe jest wykonanie rekuperacja w starym domu?

Jeśli dom przechodzi generalny lifting albo ma spore poddasze, na stół trafia temat rekuperacji – wentylacji nawiewno-wywiewnej z odzyskiem ciepła. Montaż wymaga już pełnego kompletu kanałów, ale daje odzysk nawet 80-90% energii z powietrza usuwanego. W praktyce oznacza to niższe rachunki za ogrzewanie, zwłaszcza gdy dom został docieplony i wymieniono stolarkę. Największe problemy to logistyka tras kanałów.

W istniejących ścianach miejsca jest mało, więc ratunkiem są:

  • płaskie kanały chowające się w sufitach podwieszanych,
  • prowadzenie pionów w szachtach po starych kominach,
  • rekuperator zawieszony na poddaszu, skąd wchodzi się w strop gęstożebrowy elastycznymi przewodami.

Warto też pamiętać, że szczelność budynku to podstawa – nieszczelne okna czy dzikie otwory w stropie sprawią, że wymiennik ciepła będzie odzyskiwał głównie przeciągi. Dlatego przed startem prac dobrze jest zrobić test blower-door i załatać mostki powietrzne.

Koszt? Wyraźnie wyższy niż wywiewka, ale można go zbić, wybierając kompaktowy rekuperator o mniejszej wydajności i rozkładając prace na etapy – najpierw kanały przy okazji remontu poddasza, potem sama centrala. Gdy wszystko zagra, dom zyskuje komfort świeżego powietrza przy minimalnych stratach ciepła, a inwestor – spory punkt do ekologicznego CV.

Rekuperatory ścienne ratunkiem, gdy brakuje miejsca

Gdy brakuje miejsca na całe „płuca” z kanałami, na ratunek przychodzi rekuperator montowany w pojedynczej ścianie. To niewielkie urządzenie wyciąga zużyte powietrze, magazynuje ciepło w ceramicznym wymienniku, a po kilkudziesięciu sekundach odwraca bieg wentylatora i wpuszcza z powrotem świeży strumień już podgrzany. Dzięki temu w jednym pomieszczeniu można uzyskać odzysk energii rzędu 80–90% bez kucia stropów ani rewolucji w całym domu. Instalacja sprowadza się do wywiercenia rdzenia o średnicy 160–200 mm, przeciągnięcia zasilania i powieszenia małej puszki z pilotem lub aplikacją.

Zdecentralizowane rekuperatory sprawdzają się w sypialniach, domowych biurach czy na poddaszach, gdzie centralna instalacja jest logistycznym koszmarem. Dzięki pracy parami ‒ jedna jednostka dmucha, druga wyciąga ‒ zachowuje się równowaga ciśnień, a wilgoć nie wędruje do sąsiednich pokoi. Urządzenia zużywają tyle energii co żarówka LED, a wymienne filtry zatrzymują pyłki i owady. Minusy? Hałas na najwyższych biegach i ograniczona wydajność – jeśli kuchnia pachnie bigosem, wciąż potrzebny będzie tradycyjny okap.

Wentylacja w domu bez komina

Brak pionu to nie wyrok — wystarczy zmusić powietrze do ruchu inną drogą. Pierwszy sposób to wentylator wyciągowy w ścianie z przewodem prowadzonym na elewację lub przez dach, działa na czujnik wilgoci albo timer, więc łazienka nie zamienia się w łaźnię. Drugi pomysł to okap kuchenny w obiegu zamkniętym z filtrem węglowym – nie potrzebuje kanału, choć zapachy neutralizuje gorzej niż klasyczny wywiew.

Najbardziej uniwersalna opcja to pełna rekuperacja mechaniczna. Kanały prowadzi się wtedy w warstwie izolacji poddasza, w sufitach podwieszanych lub w szachtach z płaskich przewodów PVC. Rekuperator zastępuje komin, odzyskuje ciepło i filtruje powietrze, więc inwestor zyskuje trzy pieczenie na jednym ogniu. Trzeba tylko pamiętać o osobnym odprowadzeniu spalin z ewentualnego kotła oraz o wyciszeniu kanałów, żeby nocą nie słuchać szumu wentylatorów.

Eksploatacja i konserwacja systemu wentylacyjnego

Nawet najdroższy system przestanie działać, jeśli filtry zamienią się w futro, a kanały w magazyn kurzu. Raz w roku warto więc zaprosić kominiarza lub firmę serwisową – czyszczenie przewodów, kalibracja przepływów i kontrola szczelności uszczelek to rutynowe „badanie kontrolne” całego układu. W rekuperatorach ściennych ceramiczny wymiennik wystarczy przemyć wodą z delikatnym detergentem, a filtry wymienić co 6 miesięcy.

Lista szybkich nawyków pomaga utrzymać wentylację w formie:

  • regularnie odkurzać kratki,
  • raz na tydzień przetrzeć nawiewniki z kurzu,
  • sprawdzać, czy klapki działają płynnie i nie blokują się na mrozie,
  • jesienią zerknąć, czy na nasadzie kominowej nie osiadły liście.

Dzięki temu powietrze krąży bez przeszkód, zużycie energii nie rośnie, a domownicy mogą zapomnieć o zaparowanych szybach i jesiennym zapachu wilgoci.

Warto przeczytać

Podobne artykuły